wtorek, 22 lipca 2014

Story of Abuse

Well.. today pass a year since I came back from Glasgow where I was living for 6 months. I was riding bike when I get some reflection time. Glasgow wasn't a bad place to live in fact I really enjoy to be there, but there was one element that nearly killed me mentally. It was a person that I can call now as a "energy vampire". Day by day, every minute inside the house was like never ending prison without windows or doors. Effect of this kind of life was like loosing everything, I couldn't do anything for fun or creative.

Now I think that I should to tell about it and why I didn't show up here for a very long time.



Years before my moving to Scotland wasn't better either and I was alienated from many people, felt unhappy or even unwanted in world. in some way I though that I make others hurt with no reason and I'm just hopeless case.

But right now I'm glad to say that almost all those feelings are gone and I'm in piece again. Yet still I'm going to continue my plans with body modifications because still I don't like my body. I plan to do it in very little steps and in time but i want to do it well and also i want to acquaint with them step by step to be sure that makes me feel better.

And now the most important thing that I'm pleased to say is - even if i still feel badly when i look in the mirror I'm truly happy with person that stand by me and I'm thankful to destiny that it put us back together after 4 years. I needed 4 years to meet Him again and finally speak face to face. Now I know that I was just stupid  that I left Him. I've never in my life meet second person like He is.
He makes me feel good and helps me to accept myself as I am now. Also He accept me in whole way with understanding. That means a lot to me because I'm not an easy person to live with.

Now we are fine and really happy.
We can do what we love together, photosessions with our style, clothes, accessories and many more.
Now we started our little store and I'm glad to share it with you here:


Now you know everything, so stay tuned and see you soon :) 
I'll be more active here now! 

poniedziałek, 3 marca 2014

Dark Asylum - Częstochowa

It's been a while since I was here.. but as I promised in my last post - it's a return :)
So at first I want to tell you if you want to follow me more often than just here, now you can find me at my Facebook Page:


or if you wish at Tumblr :)


And now the most important thing that I wanted to share.
I'd like to invite you to Dark Asylum /Electro Night vol.I/ in Częstochowa (Poland) - 15.03.2014 in  
Subbasstudio, Music&Art Project (Adress: Al. NMP 51).



We offer you  Drum n` Bass, Dark Electro, Synthpop, EBM and many more! DJ's for this night - My fiance ALEX and 2FACE , also at this party you can watch art of Magdalena Królik. :)

Also as a  surprise fot this night something for fans of X-Fusion and Noisuf-X --> STOPPENBERG!  



More here:




See you there! ;D

wtorek, 24 kwietnia 2012

S.O.R.P. Films

Well, do you like goth culture? No? Because goths are not normal people without sense of humor?
Hard to say but you are so wrong about that ;D

Let me show you... The S.O.R.P. Films!


S.O.R.P. Film was created by Zachary Byron Helm and group focuses on making short movies full of parody, specific humor, goths and zombies. 
If you want to know more about the group or watch movies, see the official page:


Or find it on: YouTube 

My first movie that I watched was "Emo Assault Squadron" and then I started to follow next productions.
Soon "The League of Extraordinary Industrial Retards" became one of my favourite one, because it's important to can laugh at yourself ;P

If you like it you can support the group in many ways and help them to making new movies!
More info HERE

 

 

czwartek, 26 stycznia 2012

[CENSORED] by ACTA

The government wants to blind you.

PEOPLE SHOULDN'T BE AFRAID OF THEIR GOVERNMENTS - GOVERNMENTS SHOULD BE AFRAID OF THEIR PEOPLE.


wtorek, 27 grudnia 2011

Little revolution.



Święta, święta i po świętach. Łatwo przyszło, łatwo poszło bez większego szału poza nowym CD w kolekcji, jakim jest "Made In Germany" - Rammstein.
Udało mi się przed tym całym wariactwem załatwić nowy ekspres do kawy dla rodziców, bo przecież te wariaty piją z rana po trzy kubki na głowę, bez ekspresu była tragedia.
Ja za to mam się dobrze poza domem, kolczykowanie strasznie mnie urabia i mam nadzieję, że już niedługo będę mogła zacząć ćwiczyć robienie microdermali za pomocą dermal punch a nie skalpelem. Zgłosiła się nawet jedna osoba, która chętnie będzie pozwalała mi na sobie ćwiczyć a nawet zaproponowała mi pierwszą malutką skaryfikację ^^
Jestem w niebo wzięta, mam głowę pełną nowych pomysłów na obrazki i zdjęcia, na nowe stroje do uszycia i organizację wielu rzeczy. W nowym roku planuję kolejnego artbooka.
Z tego wszystkiego aż mi grzywa zbladła a podejrzewam, że zblednie jeszcze bardziej po to by stać się niebieską/turkusową :P Jak szaleć to szaleć i tak większość ma mnie za wariata, co mi tam.

Co do sylwestra to nie mam zbytnio ochoty na jakieś wielkie imprezowanie i szaleństwa, także przyjeżdżam na kilka dni, a sylwestra spędzamy we 2 z Ashą, obrabiając tyłki wszystkim znajomym, bo przecież nie ma nic lepszego na babski wieczór.


Spójrzmy prawdzie w oczy, rok 2011 nie należał do najlepszych, a odważę się nawet powiedzieć, że to był chyba jeden z tych najgorszych jakie przeżyłam ale też nie było jakoś wielce tragicznie. Największe rozczarowania przyszły jak wiadomo od ludzi, cóż trzeba było to jakoś ogarnąć i w końcu tak się stało. Niestety, nie mam już sił i nerwów na przejmowanie się niektórymi ludźmi.


Szczęśliwego Nowego Roku zatem moi mili! :D

STAY TRUE!

środa, 7 grudnia 2011

Almost Human

Well, new year is coming and it's a good time for some changes. Some of them are done already, but now is the time for some look changes ;)
My (empty :P) head get a haircut and my hair going to get back to natural colour - yes, no more black hair. I hope next year will be better than this and I hope that my other plans will work ^^
Cant wait also to see Asha's changes :D Oh, dear! Let's start a revolution! ;*



And this is for my dears :) (Asha & Achaja)


poniedziałek, 28 listopada 2011

Po co pijesz, przeciez będziesz mieć kaca. Po co żyjesz, przecież umrzesz.

I można wreszcie spokojnie powiedzieć WINTER IS COMING.
A ja wróciłam do siebie, jak za dawnych lat - z wielkim stemplem na czole "Fuck Off" - i była radość.
Pół roku zasadniczo wolnego się nagle zrobiło i to był niezły pomysł i mnie się to bardzo podoba.
DeviantArt mnie pochłonął ostatnio całkowicie. To skrobię, to szkicuję i myślę sobie, że ewolucja zaczęła przynosić efekty, po 22 latach co prawda, ale lepiej późno niż wcale.
Normalnie postęp za postępem i to zimą już w zasadzie i aż trudno jest mi się ugryźć w język żeby nie powiedzieć, że to jakiś prześwit Heideggera.


Co sobie skubię to sobie skubię - to jedno.
Piercing i modyfikacje pochłaniają mnie z minuty na minutę, a od jutra już konkretnie - pora zabrać się za ćwiczenie surface. Bo uszy i języki to już można dzień w dzień i bez problemu :) W zeszłym tygodniu zrobiłam do tego dwa noski nawet i jestem z siebie bardzo dumna a i dziewczątka są zadowolone, co mnie cieszy jeszcze bardziej. Mało kto się na usteczki tylko decyduje i generalnie z tego powodu trochę smutno, ale prawda też taka, że puki nie siedzę w studiu konkretnie, to nie ma co liczyć, że się ktoś na mnie przestawi. Czas da jeszcze może się i więcej rozwinąć.
Bo to taka silna chęć, coby się już tak tym światem nie przejmować i swoje robić i być z tego zadowolonym, wesołym jak Arcticshewolf albo xRonix :) (ale aż tak dobra to chyba nie będę, bo królowej i księżniczki to się łatwo nie doścignie tak xD).
Znajomych ubywa jak ubywało, z dnia na dzień - ale jakoś już teraz nie robi na mnie to wrażenia. Są nowi, podobni i nie ma to znaczenia czy są z dA czy to z grup gothyckich, czy to z kosmosu. A nawet jak są z drugiego końca świata to kontakt jest i jest z kim rozmawiać - a że ich nigdy nie spotkam to głupota, bo trzeba też po świecie pojeździć przed śmiercią :P

Także tyle to na dziś. Szczęście z wami, cicho ze mną.



DODATKOWO:
Dla moich fanów (pffhahhahahahaha!) Jakbyście mnie szukali, mieli pytania albo chcieli się na kolczyki umawiać czy coś to ja zapraszam do fejsbukowej Emmaretty .

Dodatkowy kontakt jest na moim PORTFOLIO .

I buźka! STAY TRUE!

czwartek, 17 listopada 2011

Nana Osaki




Jakiego nie przybierzemy sobie imienia, jak bardzo będziemy się ukrywać... nie ma znaczenia. Ostatecznie w tym życiu można być jedynie sobą.
Jeszcze chwila i nie będę musiała się oglądać na mentalność tego kraju, może nawet kiedyś nie będę się musiała do niego przyznawać. Czas się ruszyć, czas wrócić do siebie. Zająć się tym, co jest naprawdę potrzebne.
Sprowadzić wszystko do zera, upewnić się, że to co było do zrobienia jest dopięte na ostatni guzik. Włączyć formatowanie umysłu i przywrócenie danych sprzed ostatnich 4 lat.


Powtarzając stare błędy, nagle wszyscy okazali się być szczęśliwi. To dobrze wróży, więc mogę wreszcie zejść ze wspólnego wózka i skierować się we własną odnogę tej kamienistej drogi.

czwartek, 13 października 2011

Just don't know

Well, I'm terrible about writing in english, but this time I will try...

So... I moved to Opole again. Started new study on university. It's nice.
No, it's not.
My problems with cash are still available at any moments. But some of things that were not good, looks better now - like my problems with Katowice. I just think, that I don't care anymore, not as much as I was. Some of people... when they are angry, they are just blind too. Too bad for them.
I won't say that I'm sorry, because it's not true.

I have now more important things than some of people.

Today I was since morning in big rush, from office to office, city council, the tax office... of course "some documents are missing" and bla...bla...bla... (fucking Poland).
After that... well, when something ended nice, then something after that just have to go wrong.

At summet I was with Asha in moutains, and since then I've got a pretty knee injury. One day it hurts, next day it's just disappears. Well, now I can't even get from bed.
Tommorow I'm going to hospital...
and of course - private, because going by health insurance I have to wait 3 months! (fucking Poland again).
I'm only hope that it's not so bad, as it feels. Right now the stairways are my biggest enemy..

In days like this one I feel worst than anything.
And the most funny thing - still can't find any new job, because "I have tattoo on my right arm" :D hahahaha! and you can't even say that at work you will hide it under the long shirt or something!

Hah, I'm only sorry for that post, because right now I don't even know that am I just angry right now, or am I just sad about this situation...

czwartek, 1 września 2011

Born again. Born this way.





Wakacje dobiegają końca, kreatywność poszła w las i wyje. Pracy za to ile było, tyle jest i nie zna litości. Po dłuższych namowach domowych złożyłam dokumenty na animację kultury, ale zaczynam mieć przekonanie, że zrobiłam to wyłącznie dla świętego spokoju w domu. Wyniki rekrutacji będą dzień przed wyprowadzką na akademiki ale czy mogę się wprowadzać to już nie wiadomo... w zasadzie to nic nie wiadomo, a ja zlewam wszystko w najlepsze.
Bezsens tego mnie jakoś ogarnął na myśl, że stypendiów naukowych nie ma już w całej Polsce, a socjalne zeszły do minimum, a ja nie mam tyle czasu i możliwości żeby się na studiach utrzymać, bo już ten ostatnio rok dał mi ostro popalić czego wynikiem jest obecny stan mojego stawu biodrowego.

Z deszczu pod rynnę - a jak się coś sypie, to najlepiej hurtem, co widać po moich obecnościach na forum Behemoth, Gotham Cafe a o Feuerrader to już nie pamiętam nawet prawie.
Mało tego o Katowicach już ledwie pamiętam o większości ludzi, których poznałam przez ostatnie dwa lata. I jak stare słowiańskie przysłowie mówi: wszystko, co dobre kiedyś (szybko) się kończy.
Aby tradycji stało się za dość, tuż po wielkim wzlocie następuje szybki upadek a na sam koniec zawsze jestem ja, mój kot, Asha z Elą i Tom'Ash.
Ale pojawił się też nowy przyjaciel i bardzo mnie to cieszy, bo dobrze poznać kogoś o podobnych poglądach i sposobie myślenia. Bardzo mnie to podbudowało. [Hello Sven!]
Tendencją mojego życia jest to, że co kilka lat wraca ono do punktu wyjścia czy tego chcę czy nie.

Są też jednak pozytywy, wreszcie doczekam się własnego aparatu, koniec z błaganiem brat ao przywożenie PENTAXA czas na NIKONA! :3
Udało mi się trochę podszkolić w piercingu i zaplanowałam kilka nowych dla siebie, a co. Najwyżej mnie wydziedziczą. Bo chciałabym być sobą a nie udawać siebie.
Nie podoba ci się = nie robisz. Mi się podoba i mnie to fascynuje, czas chyba się z tym pogodzić.


I'm beautiful in my way, 'Cause God makes no mistakes I'm on the right track, baby I was born this way Don't hide yourself in regret,
Just love yourself and you're set
I'm on the right track, baby I was born this way



sobota, 2 lipca 2011

Pissed Off (!)

To już jest jakiś naprawdę absurdalny cyrk. Powtarzam materiał z 20 czerwca po raz 4, trzeci dzień z rzędu...
Czytam, czytam na głos, robię notatki, streszczam materiał własnymi słowami, robię tabelki, mapki myśli, jakieś debilne drzewka. Pamiętam wszystko, znam na wylot, a od tego wszystkiego chce mi się już rzygać i płakać jednocześnie.
Co to za bariera? Bariera gdzie ktoś chce mi udowodnić to, że ma ma wysoki stopień naukowy? Przecież jestem tego do cholery świadoma! Za to wydaje mi się, że to skrzywienie czepiać się każdego słowa, dopatrywać się celowo najmniejszych błędów wobec kogoś kto nie ma za sobą tylu lat doświadczenia. Przecież po to jestem na uczelni, żeby się z tym stopniowo poznawać, nie żeby ktoś mówił mi, że mam dałna bo zdarza mi się popełnić błąd.

Od dziś, cokolwiek bym nie zrobiła tak naprawdę nic nie zmieni. Jak dobrze bym się nie nauczyła, wynik będzie ten sam. Dlaczego? Nie mam pojęcia.
Może dlatego, że nie jestem pupilkiem na roku, może dlatego, że nie interesuję się analityką do takiego stopnia, że powinnam pocić się z radości na widok teorii analitycznych tautologiami.
W ten sposób po trzech latach powiem wam, że filozofia nie jest prostym kierunkiem, to prawda, ale jest też sposobem straty czasu i straty części wiary w siebie.
Bo nawet jeśli potrafisz to nie przebrniesz dalej "BO TAK".

Wybaczcie, ale dziś jestem naprawdę wściekła. Głowa mi pęka i nie widzę nawet sensu w "kolejnych próbach".

czwartek, 30 czerwca 2011

Philosopher No More

Bez owijania, jak zapisałam w tytule. Niemal ociekam pewnością tego, że magistra nie zamierzam pociągnąć na tym kierunku, choć jeszcze rok temu bardzo mi na tym zależało.
Po ostatnich dwóch tygodniach na uczelni doszłam do wniosku, że momentami to najzwyklejsza walka z bardzo niesprawiedliwymi wiatrakami.
Spodziewałam się trochę czegoś innego po ludziach z wyższym wykształceniem i to do tego filozoficznym, a ostatecznie jak człowiek by się nie starał, jak by mu nie zależało i tak jest tylko ziarnem piasku - jednym z wielu.
Zapamiętania są godne ledwie ziarna cztery, bo wbiły się komuś w pamięć. A w pamięć wbijają się bardzo prosto - wystarczy być fascynatem filozofii analitycznej albo filozofii związanej z naukami ścisłymi...
I po prawdzie nie czuję, że dano mi posmakować filozofii w innych kierunkach niż te wymienione wyżej, a do cholery minęły już trzy lata. Namiastki innego sposobu myślenia filozoficznego otarły się o nas na wprowadzeniu do filozofii praktycznej, etyce, filozofii polskiej... a najlepiej i tak będę wspominać historię filozofii starożytnej i średniowiecznej.
Nie jestem najlepsza w analityczne zabawy, to prawda, ale nie jestem też ułomna. Jakimś cudem nie czuję, żebym napisała ostatni egzamin aż tak źle jak wskazują na to wyniki. Przecież nauczyłam się, wiem. Jednak w jakiś sposób nie mogłam otrzymać nawet 3.0 Kompletnie tego nie rozumiem.


Dodatkowo bardzo zniechęciło mnie podejście osób otaczających mnie nie tylko w instytucie.
Niestety, ale pożegnania i nagłe zmiany planów w życiu nie zawsze są miłe czy radosne.

poniedziałek, 6 czerwca 2011

Evolution

Bo progress w naturze musi trwać.
Tak oto Brian (Akhad) zakończył składanie i edycję mojego pierwszego artbooka i przesłał wszystko do Dawida i Kamila. Panowie, bez was to ja jestem cienias, nie ma co i nie wiem co bym bez waszej pomocy zrobiła. Artbook został wydrukowany, papier kredowy, druk laserowy, odpicowany tak wspaniale, że sobie nawet tego tak fantastycznie nie wyobrażałam wcześniej. Panowie sprezentowali mi wydruk urodzinowo i przyznaje, że to były jedne z najlepszych urodzin :D
DZIĘKUJĘ!!! :3


Sesja się zaczyna, jeszcze nie jest najgorzej. Po prawdzie żal nieco tyłek ściska, że obrona licencjatu dopiero na wrzesień, ale co by nie powiedzieć, to ja omnibusem nie jestem, a czekają mnie aż 2 cięższe egzaminy u jednego profesora - z motyką na słońce niestety nie planuję się rzucić, a poprawki dopiero na lipiec. Ale, choć uważa się mnie potocznie za lenia i blondynkę, to jednak swoje robię i robię tyle ile jestem w stanie.
W tak zwanym międzyczasie (choć wiele go nie ma, na 3 dni weekendu liczę jakieś 4h) wciąż sobie coś tak skrobię i dłubię. Trochę rysuję, troszkę się nadal szkolę w zdjęciach. Modelka ze mnie nawet za dychę nie jest, ale przynajmniej jest na czym photoshopa poćwiczyć, hehehe.
Dodaję zatem dwa nowe folderki w galerii:
DOLLFIE
CLOTHES

niedziela, 24 kwietnia 2011

Life Reset - OPERATION MAYHEM

Trochę się pozmieniało i na szczęście, a może i nie - big deal. Najważniejsze jest to, że da się funkcjonować, że człowiek brnie do przodu, że zaczyna powoli ogarniać jedne rzeczy a inne przestaje. Taki świat - wartość zmiennej pod kwantyfikatorem. Są ludzie i ludzie znikają, albo sami się odwracają, trudno to ich sprawa.
Trochę poćwiczyłyśmy z Ashą zdjęcia, bo pogoda przyszła wreszcie. Zimą było mało przyjemnie -20 prawie a ja w spódnicy musiałam paradować, z zimna średnio to to wyszło. Dobrze się bawiłyśmy za to ostatnio "na budowie" - efekty można zobaczyć na moim devaiantarcie:

When World Will Gone

Jakiś czas temu poprosiłam też Akhada (Briana) żeby mi sklecił z moich wybranych prac folderek, troszkę za zasadzie artbooka, bo na jesieni bym kilka potrzebowała i jako drobniutkie portfolio. Ostatnio go odwiedziłam i widziałam co nieco "in progress", zadowolenie moje i wdzięczność nie mają granic. :D
Przez ten czas oczywiście udało mi się kilka razy pokazać w magazynach dla fanów mangi i anime takich jak "Arigato" czy "Kyaa", w kilku e-zinach o tej samej tematyce. Powoli się poruszam, bo coś swojego robić trzeba i tak jest dobrze.

W akcie rozwoju ponownie zasiadłam do maszyny, tym razem na dłużej i na poważniej. Ciągle coś tak skubię, spodnie, bluzki, koszule.. sobie nawet drugiego bloga założyłam, związanego z moim nieco odmiennym zainteresowaniem, jakim jest specyficzna moda subkultury gotyckiej:

Death Is Cute

Jednak wszystko tam jest jeszcze bardzo surowe, nierozbudowane, grafika, teksty itd... ale czasu ostatnio mam tyle co od jednej ściany do drugiej. Obiecuję jednak w końcu się zmobilizować :)
A jeśli chodzi o samo szycie - biorę udział w projekcie zwanym u nas "Sukienka na 365 Dni" rozpoczętym przez młodą kobietę na jej BLOGU - Sprawa ma zabawne, jak i bardzo praktyczne przesłanie. Naszej bohaterce powiedziano w pracy, że codziennie powinna ubierać się elegancko, ale jak wiadomo nie każdy może sobie pozwalać na szafę pełną odświętnych szmatek. Tak powstał pomysł na to: Jak zaprojektować i uszyć sukienkę, którą można będzie wykorzystać w każdy możliwy sposób operując jedynie dodatkami do niej.
Okazuje się, że stworzenie czegoś tak uniwersalnego tzw "istoty w prostocie" wcale nie jest takie łatwe jakby się zdawało, ale jednak i tę misję można zakończyć sukcesem. Efekty oficjalnych grup projektowych można zobaczyć na wyżej podanym blogu, jak i na kontach na facebooku:

One Dress Protest

The Uniform Project

Life - Reset - Ready - Set - GO!

czwartek, 9 grudnia 2010

.

Kiedy moje przemyślenia stały się bardziej skupione i wewnętrzne, to miałam coraz mniej do powiedzenia. W końcu zamilkłam.

wtorek, 5 października 2010

S.O.S. Jesień...


Wybiła osiemnasta. Wracam do siebie. Z daleka spoglądam na moje okna. Ciemne. Byłoby dziwne, gdyby świeciło się w nich światło, bo chociaż mam dwie współlokatorki to nadal jest tak, jakbym mieszkała sama. W akademiku nawet rybki nie mam, bo pewnie zdechłaby z głodu albo samotności.
A w ogóle właśnie, to można umrzeć z samotności?
Jak tak dalej pójdzie, to się sama przekonam. A to dziwne, bo mam sporo nowych znajomych, przyjaciół - tych, co to można na palcach jednej ręki policzyć, moją rodzinę.
Jestem z małego miasteczka. Na studia wyjechałam do Opola, przeprowadzka to nie jakaś wielka szansa, ale przynajmniej rodzicom nie siedzę na głowie.
Ludzie wspierający mnie na każdym kroku. A i tak większość wieczorów spędzam w pojedynkę.
Nikt nie przypuszcza, że w głębi duszy zazdroszczę Carrie z "Seksu w wielkim mieście". Co ma ona, a czego ja nie mam? Bujne życie towarzyskie. Otoczone wianuszkiem przyjaciółek co wieczór wychodzi na inną imprezę, na każdym kroku niemal potyka się o znajomych i o nowych adoratorów.
Ja potykam się o porozrzucane po moim pokoju filmy i kubki.
Owszem, doceniam uroki samotności. Doskonale bawię się sama, ale ile można?
Po pewnym czasie kończy się lista wystaw, które chciałam obejrzeć, wyczerpuje się limit samotnych spacerów i coraz trudniej zapomnieć o milczącym telefonie. Nawet, gdy byłam w stałym związku wciąż potrafiłam snuć się po pokoju bez celu.
Mimo to nie miałam pojęcia, jak się do tego przyznać. Zapytana o plany na weekend, wymyślałam przeróżne historie i zaproszenia.
A potem cały weekend byłam sama i zazdrościłam całemu światu.

W Google wpisuję: samotność.
Wśród rezultatów są: strony z grafomańską poezją, portale randkowe i serwis Akcjaspontan.pl. Na stronie można zamieszczać informacje o spotkaniach - spacerach, koncertach etc. Deklaracja jest niezobowiązująca - jak nie możesz to nie przychodzisz.
Planuję wybrać się na spacer na Wenecję Opolską. W dniu wyprawy od rana leje. Zostaję w pokoju.
Co robić? Powiedzieć, że jest mi źle? To nie takie proste, bo tutaj samotność jest albo tematem tabu albo zostaje skwitowana "nie bądź emo".
Ale przecież, jak pokazują badania, co piąta osoba na świecie deklaruje, że czuje się samotna. A na samotność decydujemy się stopniowo.
I tak człowiek ciągle siedział i milczał i nie wiedział co z tym zrobić.
Bo ja się boję i nie lubię zaproszeń z litości.
Ze znajomymi ze studiów tutaj widuję się w miarę często. Ostatnio zamiast opowiadać, jak cudowne jest moje życie i jak sobie radzę, oświadczyłam: "Jestem samotna i nieszczęśliwa!"
Cisza.
Zaczęłam żałować, że w ogóle to powiedziałam.
Trzeba było trzymać dziób na kłódkę, albo kłamać...
A co nagle odezwała się znajoma, że ma podobnie, choć ma faceta na zawołanie i nieźle poukładane życie. W podobnej sytuacji jest jeszcze dwóch moich znajomych.
Reszta milczała.
W sobotni wieczór włączam komputer. Wielu z moich szalenie towarzyskich znajomych siedzi na Facebooku w weekend o 21:00.
Przecież powinni teraz szaleć na imprezach! Prowokacyjnie piszę: "Pewnie zaraz wszyscy wybiegniecie z domów i zostanę tu sama."
O dziwo o północy wielu z nich nadal jest dostępnych. Widzę Ashę. Kolejny nudnawy wieczór - lecę za ciosem. Piszę: "Wbijaj do mnie mam piwo i świeże ciasto".
Czekam na odpowiedź. To bardziej stresujące niż SMS-owy flirt w jednym z tych przypadków, które przytrafiają mi się raz na pół roku. Jest! "Za jakiś czas będę". Przebieram się i nerwowo sprzątam. Wieczór jak zawsze w tym towarzystwie udany.

Przyznałam się.
Co będzie dalej?
Bo są kobiety, które rozkwitają w samotności. Ja do nich nie należę.